piątek, 11 lutego 2011

W niewłaściwym miejscu, o niewłaściwym czasie…

"Zostałem upodlony. Nigdy nie rozumiałem, jaki ból musi wystąpić u kobiety skrajnie poniżonej - zgwałconej kobiety. Po gwałcie musi się czuć upodlenie. Ja czułem to wtedy. Miałem na prawym udzie wypalone cyfrę 13, na lewym 4 i 8… w sumie dawały mi numer 1348. Nie byłem już Michel’em Huillo. Profesorem łaciny. Byłem skatalogowanym, parzystokopytnym ssakiem, więzionym przez kogoś, kto odebrał mi wolność. Wojna niesie ze sobą oprócz strachu, zapach spalonej krwi. Paradoks wojny polega na tym, że podczas wojny, nikt nie wie o co walczy. Żołnierz rozumie, że o nowe ziemie, a za jego rozumieniem idą rozkazy. Zdobywa nowe tereny. Ale nie są to tereny dla żołnierza, jakiegoś Smitha,. Nie są to wioski czy miasta, w których ów Smith będzie mieszkał, założy rodziny, spłodzi dzieci. Nie są to domy, który będą własnością tegoż żołnierza. Nie wie dla kogo je zdobywa. To jest paradoks zdobywania. Paradoks wojny, wobec której większość myśli, że służy szczytnym celom poszerzania granic. Granic rozwoju umysłu i fizycznych, administracyjnych granic państwa. A państwo to ludzie. W państwie Wax’a Commander’a nie było ludzi. Jak pisał Charles Darwin, instynkt opanowany i ujarzmiony oddziela zwierzę od człowieka. Zatem ten, który nie panuje nad instynktem, ten jest zwierzęciem. A ja byłem człowiekiem. Po tylu latach pamiętam to uczucie, w którym pytałem siebie, kim jestem. I nie było to pytanie poetyckie. Tonąc w pełnym bezdechu, spowity niewyobrażalnym bólem palenia mej skóry i mięśni… pytałem siebie. Kim jestem, że … jestem nikim. Bo nie stanowiłem nic, i byłem niczym wobec ludzi, którzy wykonywali rozkazy… najpierw mnie porywając z mego domu… a później wypalając numer, nadając mi kolejne miejsce w nowym… innym świecie. W innym stadzie".
Diariusz Michaela Huillo. fragment.